Zofia Martin – Wesoła gromadka

kuratorka: Katarzyna Lewandowska

wernisaż 13.02.2015, godz. 18

wystawa czynna do 08.03.2015

„Zły sen, zmora co przychodzi nocą i siada cicho na piersi, wpatrując się swoimi szklistymi oczami, krwawe opowieści śpiewane  słodkim, dziecięcym głosem stanowią dla Zofii Martin początek  historii nasiąkniętej krwią. Od pierwszego, wypowiedzianego słowa ta ‘zaiste’ wesoła gromadka zmierza ku nieuniknionej śmierci – w bólu i cierpieniu. Perwersja w której nieposłuszeństwo wobec pewnych kulturowych norm kończy się tragicznie dla ofiary. Rozczłonkowane ciało, okaleczone, krwawiące, martwe. Ale przecież jest to kara -€“ zawsze słuszna (?) i sprawiedliwa (?)
Zofia Martin wizualizuje dwa wierszydełka-straszydełka, które pozbawione jakiejkolwiek metaforyki wprost opisują przedziwne historyjki z życia dzieci. Wiszące, ceramiczne, obcięte palce Juleczka, który bez przerwy je ssał czy stos łyżek – przedmioty smutnego chłopca, co nie chciał jeść zupy wprowadzają widza w przestrzeń pełną niepokoju i niepewności. I jeszcze te głosy, dziecięce, recytujące tę nadzwyczajną poezję.” (Katarzyna Lewandowska)
Zofia Martin ur. 1992 roku w Gdańsku. Obroniła dyplom licencjacki z wyróżnieniem na kierunku intermedia w pracowni prof. Grzegorza Klamana, aneks z rzeźby w pracowni prof. Katarzyny Józefowicz na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. W 2013 roku studiowała w Escola Superior Artistica do Porto w Portugalii. Obecnie na studiach drugiego stopnia. Studia traktuje jako czas poszukiwań i eksperymentów. Jej wypowiedzi zazwyczaj przybierają formę instalacji, a ostatnie prace skupiły się na tematyce marzeń sennych.

Wesoła gromadkala

Spojrzyjcie na dzieci
wesołe to stadko
co mamcia nazywa
wesołą gromadką

Są wszyscy przykładni,
weseli, kochani,
a na tym obrazku
dokładnie zebrani.

Jest Błażuś nieśmiały,
lecz zawsze wesoły,
Jest Hania co pilnie
już chodzi do szkoły.

Nasz Błażuś to pieska,
to kopnie w coś kotka –
bo zwykł kopać wszystko
co tylko gdzie spotka,

A Hania w flaszeczkę
nałapie znów muszek
lub nóżkę podstawi,
by upadł staruszek.

Jest w końcu i Kocio
najmłodszy z tych dzieci,
lecz który im także
przykładem swym świeci:

To szybkę wybije
strzelając gdzieś z procy,
to domek podpali
cichutko wśród nocy…

Mieć takie wesołe
i miłe dzieciny
to są jakby kwiaty
dla całej rodziny.

Share
wróć