Budynek dawnej pruskiej wozowni artyleryjskiej reprezentuje unikalny na Ziemi Chełmińskiej typ obiektu militarno-magazynowego o szczególnych walorach historycznych i zabytkowych. Wozownia wybudowana została w stylu klasycystycznym w latach 1819-1821 na gruncie wykupionym od miasta przez rząd pruski i wchodziła w skład zespołu toruńskich budowli garnizonowych. Przechowywano tu lawety armatnie i inne pojazdy artyleryjskie. Stanowi przykład dobrego wkomponowania obiektu militarnego w zabudowę tej części Starego Miasta.

W okresie międzywojennym w budynku znajdowały się magazyny zakładów chemicznych firmy J. M. Wendisch. W roku 1951 wozownię przebudowano na halę maszyn drukarni państwowej.

Galeria Sztuki „Wozownia” (wówczas BWA, dyrektor Marianna Olechnicka) podjęła w latach 70. starania o przekazanie budynku (znajdującego się wówczas w ruinie) na cele wystawiennicze. Prace konserwatorskie rozpoczęte zostały w roku 1983 przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Toruniu przy współpracy projektowej Galerii (projekty wnętrz: Piotr Perepłyś i Danuta Zabłocka). W 1991 roku na wniosek ówczesnego dyrektora Galerii Ziemowita Michałowskiego obiekt został wpisany do rejestru zabytków.

Pracownicy galerii ze szczególną troską konserwatorską dbają o dawną wozownię artyleryjską, która jest budynkiem zabytkowym. Dużym atutem toruńskiej Wozowni jest charakterystyczna przestrzeń wystawiennicza, pozwalająca na realizację nietypowych projektów.

„Specyfika wnętrz toruńskiej Galerii Wozownia polega na tym, iż stropy zostały wsparte na rzędach ciemnych, drewnianych słupów, rozgałęziających się pod sufitem. W sali na parterze słupy są wysokie, monumentalne, zaś w niższym pomieszczeniu pierwszego piętra znacznie mniejsze, o bardziej przysadzistych proporcjach. Ich ciemne sylwety dobitnie dzielą przestrzeń, zdają się władać nią w sposób niepodzielny.

Dlatego każde działanie, każda aranżacja ekspozycji w Wozowni musi odbywać się wobec słupów, z uwzględnieniem ich wyrazistej, nie pozwalającej się zignorować obecności. I zawsze od początku trzeba rozwiązać kwestię, jak do owych słupów się odnieść – udawać, że ich nie ma? wprząc w koncepcję pokazu i możliwie „zneutralizować”? a może właśnie wyzyskać i podkreślić ich obecność? Wystawiane dzieła nie mogą przecież zwalczać się wzajemnie z zastanym otoczeniem; powinny zaistnieć w nim na najbardziej korzystnych dla nich zasadach, czyli wtedy, gdy masywność słupów usunie się w cień.

Aranżacja ekspozycji jest więc za każdym razem innym doświadczeniem, którego odmienność konstytuuje się na bazie poszczególności dobranych do pokazu prac i ich charakteru postrzeganego już wobec słupów. Czasem gotowe, powstałe wcześniej realizacje zaczynają nieoczekiwanie współgrać z wozownianym kontekstem, jakby właśnie dla niego zostały powołane do istnienia. Jeszcze inaczej rzecz się ma w sytuacji, gdy słupy traktowane są jako wyzwanie, jako równoprawni partnerzy, dla których, wobec których i przez pryzmat których przygotowuje się prace specjalnie do wnętrza Wozowni – specjalnie do jednej, szczególnej i nie mogącej zaistnieć gdzie indziej prezentacji.”

[Fragment tekstu: Marta Smolińska-Byczuk „Belcanto i osłupienie” z katalogu wystawy Jan Berdyszak : słupy i reszty / Galeria Sztuki Wozownia, Toruń 2007 / oprac. Marta Smolińska-Byczuk, Mirosław Pawłowski]